Wszyscy
mamy w swoich zbiorach lalki tak ładne, że na ich widok robi się ciepło
w sercu i przednówek w portfelu. Kochamy je za nieprzemijającą urodę,
za klasę czy awangardę stroju. Ulubienice stoją na naszych półkach
latami, zrastając się z wystrojem domu tak bardzo, że nie do pomyślenia
jest usunięcie ich z miejsca zasiedzenia.
Kiedy
myślę o lalkach, które nigdy nie zawiodły mnie pod względem urody i
prezencji, to nie mam wątpliwości, że prym wiodą wśród nich mattelki z
moldem „Goddess”. Dzięki Bogu nie dano im twarzy, która wołałyby
natarczywie: „Patrz na mnie, jestem olśniewająca”, a oblicze, które robi
wrażenie ze względu na swoją łagodność, klasę i harmonijność. Ich
melancholijny wzrok sugeruje czystą i niewinną naturę, lecz prawdziwy
charakter zdradzają zmysłowe usta. Te lalki stworzono po to, by kusiły
do grzechu! Mnie kuszą nieodmiennie od wielu lat.

Goddeskę
z powyższego zdjęcia już widzieliście – była w paczce z innymi
zaplamionymi lalkami, które cierpliwie ratowałam Benzacne. Ona najdłużej
opierała się działaniu specyfiku, ale koniec końców uległa,
transformując ze smutnego brudasa w pewną swej urody królową. Ze
smutkiem stwierdzam, że jedyną suknią, która pasowała do niej
kolorystycznie jest retro-beza, w której drobne ciało lalki nabiera
niezdrowej ciężkości.


W
co by jej jednak nie ubrać, to Goddeska i tak będzie olśniewać
doskonałą twarzą. Nie to, co prawdziwa bohaterka tej notki – czyli lalka
Agata.

Agata
jest smutnym reliktem z czasów, kiedy na sklepowych półkach w Polsce
królowały sól i ocet. Choć rości sobie prawo do miana oryginalnej
polskiej lalki, to jest zaledwie klonem Fleur i to klonem o bardzo
niskiej jakości.
Nie
wyobrażam sobie, że coś tak paskudnego mogło mieć kiedykolwiek wzięcie
wśród dzieci. Moje przypuszczenia potwierdzają się, gdy buszuję wśród
ogłoszeń na Allegro, lub po Waszych blogach. Szpetna Agata wypływa w
tych miejscach nader rzadko.

Pod
względem estetycznym Agata plasuje się poniżej poziomu rozkładającego
się kota. Aby odkryć jej urok trzeba być albo szaleńcem z kilkuletnim
stażem, albo zaopatrzyć się w dużą ilość napojów wyskokowych i lać je w
gardło, póki cały świat, łącznie z nią, nie zrobi się piękniejszy. Moim
zdaniem Agata jest tak brzydka, że przegrałaby bitwę nawet z niesławną
Lizą od firmy Marbella.

Choć
nie zachowały się żadne informacje, w jakich warunkach odbywała się
produkcja Agaty, to łatwo wyobrazić sobie, jak mogło to wyglądać: smutny
garaż na przedmieściach któregoś z miast, samodzielnie skonstruowane
formy odlewnicze, kadzie ze śmierdzącym plastikiem niewiadomego
pochodzenia, pijany w sztok artysta malarz, który nigdy w życiu nie miał
pędzla w ręku oraz krążący gdzieś w tle autor przedsięwzięcia, który
widział już przed sobą góry złota i wietrzył interes życia (żaden ze mnie czarownik, ale moja szklana kula mówi mi, że Agata nie zapoczątkowała kariery żadnego Rockefellera)
Współdziałanie
powyższych czynników zrodziło zabawkowego potwora Frankensteina, który,
tak jak literackie monstrum, zarażony jest śmiertelnym smutkiem, bo
każdy, kto go ujrzy, z niesmakiem krzywi twarz.
Dostać
taką lalkę to jak dostać karę, bo ani się nią pochwalić przyjaciołom,
ani postawić koło bardziej estetycznych zabawek. Najwłaściwszym miejscem
dla Agaty byłoby zapewne muzeum osobliwości, gdzie mogłaby swobodnie
straszyć wśród podobnych jej eksponatów.
Agata
jest zlepkiem niewspółgrających z sobą i smętnie taniutkich elementów.
Jej włosy to nalepiony na czubku głowy, watopodobny kołtun. Kolor ciała
walczy drapieżnie z kolorem twarzy, a rączki i nóżki to już prędzej
nibyrączki i nibynóżki. Nawet majteczki, będące częścią oryginalnego
stroju, uszyto jakoś na wyrost. Nie pomogą płomienne różyczki, jeśli na
chudą dupkę wpycha się namiot o rozmiarach „mama size”. Jako-tako bronią
się właściwie tylko buciki. Tu klonowanie oryginału odbyło się z
sukcesem – pantofelki leżą na stopach całkiem ściśle i ani myślą z nich
spadać.

* * *

* * *

* * *

* * *

* * *

* * *

Żal
mi Agaty. Dostała ładne imię i nic poza tym. Przez jakiś czas myślałam,
że dobrze byłoby przemalować jej twarz i zafundować perukę, ale wnet
przyszło otrzeźwienie. Potworków, podobnych do niej jest niewiele.
Właściciele tych lalek najprawdopodobniej pozbywali się ich, wyrzucając
brzydule na śmietnik. Agaty nie dawały pewności, że po latach ktokolwiek
zaliczy je w rzędy lalek kolekcjonerskich, co pozwoli im nabrać
wartości w pieniądzu. Pozbywano się ich, bo były koszmarnie
nieatrakcyjne, a rynek dawał możliwości znacznie ciekawsze pod względem
estetycznym.
Tu
apel: jeśli znajdziecie gdzieś takie potworki, to uratujcie je przed
zniszczeniem. To prawda, że nie wynagrodzą właściciela widokiem ślicznej
buzi, ale jest ich tak strasznie mało, że grzechem byłoby pozwolić
którejkolwiek zginąć.

samą buźkę ma słodziutką jeno makijaż garażowy
OdpowiedzUsuńnie służy Jej ani babcine futro na głowie...
zaś kolorystyka reszty ciała moją wyobraźnię
beztrunkową wszakże - kieruje w stronę fantasy
bliższej MH składaczkom z bajecznymi ornamentami
bo ona jakby się urwaka z krypty po dłuższym pobycie :D
UsuńJa się z tą lalką łączę w smutku, tym bardziej, że w przeciwległym narożniku postawiłaś boginię jeszcze bardziej podkreślając paszkwlilizm tego biedactwa! Mnie się taka jedna goddesska podoba strasznie, to uduchowiona Indianka - the Spirit of the Earth. Piękne to, ale Twoja też hipnotyzuje ślepiami, że wzroku oderwać nie sposób.
OdpowiedzUsuńWiem o której piszesz! To jedna z lalek skończenie pięknych, które gaszą inne jak słońce malutkie lampki.
UsuńTo zrobiłaś zestawienie - prawdziwa Piękna i Bestia... ;)
OdpowiedzUsuńNo Agacia do najpiękniejszych nie należy :-) Ale oddajmy jej sprawiedliwość, że miała ładną przodkinię - lalkę Fleur
Usuń