czwartek, 23 maja 2019

Dziecko, ty masz pierdolca!

- Dziecko, ty masz pierdolca! - orzekła moja mama, kiedy zobaczyła kolejne zdobycze z Allegro. Nie dość że paskudniste, to jeszcze woniejące strychową stęchlizną.

Cóż jednak mam zrobić, jeśli lalki w stanie trupno-trumiennym mają dla mnie magiczną moc przyciągania? Czasami walczę ze sobą, próbując zepchnąć swoje mroczne pożądania w głąb jaźni, ale tu natykam się na opór, bo albo są tak silne, że nie daję im rady, albo rzeczony głąb jest za płytki. Summa summarum - co i rusz ulegam nekrofilnej pokusie ściągnięcia do chałupy kolejnych nieboszczek.


Tym razem rzecz będzie o lalkach Lizach. Miałam już okazję pokazać Wam Lizy tak zwanej "drugiej fali", wyprodukowane przez firmę Marbella (znajdziecie je we wpisie "odzyskanym" ze starego bloga pn. "L jak ..." - https://clonesandknockoffs.blogspot.com/2019/05/l-jak-wpis-odzyskany.html), a dziś trafiły się Lizaki pierwszofalowe, wypuszczone na rynek przez Spółdzielnię Rzemieślniczą "Otwock", która przetrwała aż do dziś. Zabawek niestety (a może "stety") już na rynek nie wypuszcza.

Lizy z Otwocka nie ujęły mnie ani głębią swojej urody ani świetnością odzienia, ale doskonale zachowanymi pudełkami, które znacznie różnią się od opakowań lalek od Marbelli. Oto one - świadectwa przaśności PRL'u, kryjące w sobie skarby z zamierzchłej przeszłości:



* * * 


* * *


* * *


* * *

* * *


Opakowanie Lizy przyozdobiono koślawymi grafikami, przedstawiającymi modne dziewoje oraz krasnala. O ile rozumiem, te pierwsze miały kierować myśli nabywcy ku młodzieżowemu "haut couture". Nie wiem natomiast jaką funkcję pełnił wizerunek gnoma z pędzlem w dłoni (alegoria procesu twórczego, który doprowadził do powstania Lizy?, nawiązanie do klasycznej powieści dla dzieci "O krasnoludkach i o sierotce Marysi"?).

Niezależnie od tego, co stoi za dziwacznym dizajnem pudełek, pewne jest, że te urodziwe inaczej trumienki pięknie komponują się i dopełniają obraz Liz (niedaleko pada lalka od pudełka). Dziewuszki, które upakowano w ich zakurzonych wnętrzach zachwycają nieporadnością makijaży i śmiałością strojów, które na pierwszy rzut oka mogą wydać się eleganckimi sukniami wieczorowymi, ale po drugim rzucie ślipiem ujawniają frywolną zbieżność z nocnymi wdziankami typu "peniuar". Gdyby nie duże ilości naszytych na nie koronek, to Lizy nieprzystojnie świeciłyby spod materiału swoimi krągłościami i kanciastościami.



* * *


* * *


* * *


* * *


Chciałabym zwrócić Waszą szczególną uwagę na ozdoby fryzur. Myślę, że każdy zamrugał przez chwile ze zdziwienia, konstatując, że bazę kwietnej kupki stanowią zakręcone w rulonik wstążeczki, jakich używa się w kwiaciarniach. Jak widać producenci zabawek z PRL dorównywali pomysłowością Chińczykom i umieli kreatywnie użyć każdego surowca, jaki im wpadł w ręce. Troszkę szkoda, że efekt tych starań nie okazał się zbyt ciekawy :P


Na koniec - króciutkie podsumowanie tego, czego do tej pory dowiedziałam się o Lizach.

Na pudełkach Lizy można znaleźć nazwy i adresy dwóch producentów:
1. Spółdzielnia Rzemieślnicza "Otwock", ul. Kołłątaja 1, 05-400 Otwock
2. Marbella, ul. Liściasta 1, 05-410 Józefów (firma działająca w ramach wskazanej wyżej Spółdzielni)

Lizy miały dwa typy ciał: zginalne oraz wydmuszkowe. Wydmuszkowe są charakterystyczne dla lalek wyprodukowanych przez Spółdzielnię Rzemieślniczą "Otwock", natomiast Lizy z firmy Marbella to wersja "lux", ze zginanymi nogami i rękami.

W przyrodzie występują Lizy o dwóch typach twarzyczek:
1. Buźka skopiowana od holenderskiej laleczki Fleur, wytwarzanej przez firmę Otto Simon. Znakiem rozpoznawczym tych Liz są zamknięte usta
2. Buźka skopiowana od włoskich lalek z serii "The magical mermaid", wyprodukowanych przez firmę Creata. Znakiem rozpoznawczym tych Liz są otwarte usta.

Niezależnie od tego, która lalka nam się trafi, można mieć absolutną pewność, że będzie przypominała niedorobionego potworka i że rozczuli potencjalnego nabywcę wyrafinowaną brzydotą :)

L jak ... (WPIS ODZYSKANY)

Jak to się człowiekowi czasami dziwnie w życiu plecie! Poluje sobie ktoś na wymarzoną lalkę Fashion Royalty, a tu znienacka w ręce wpada mu osiem innych lalek. W dodatku jedna w drugą szpetnych jak grzech śmiertelny i ubranych w kreacje jako żywo przypominające ścierki do podłogi.

Life will never cease to amaze me! I was recently hunting for a lovely Fashion Royalty doll and out of the blue I bought eight completely different dolls. Each of them is as ugly as a foggy winter day, dressed in an outfit that reminds me of a floor rag, and I can’t say a single word of praise for any of them. I should throw them into the trash bin right away, but I can’t. Because they’re exceptional.

Jeszcze nie bardzo wierzę, w to co tu zaraz napiszę i nie bardzo ufam swoim oczom, ale nie mogę zaprzeczyć, że widzę przed sobą stado absolutnie ohydnych, wielkogłowych i rzadkowłosych lalek, które pomimo swojej brzydoty wywołują na mojej gębie wielkiego i głupkowatego banana. Bo, proszę szanownych kolegów i koleżanek, lalki, których nazwy jeszcze Wam nie zdradziłam, to Lizy! Te same Lizy, które od lat utrzymują się w czołówce najbrzydszych polskich lalek wszechczasów.

I still can’t believe my eyes and I ask myself if what I see before me is true, but all signs on the earth and sky tell me, that I’ve really bought a flock of Liza dolls. They have monstrous heads, thin hair, hideous makeups, the quality of their bodies is below any acceptable level and yet, every time I peek at them I smile like a lunatic. That’s because Liza dolls are rare, even super rare, and I only know a few collectors that own them.

Ufff, cóż za emocje mną targają! – sztorm na morzu to przy nich uroczy pikuś. Moje podniecenie ma trzy wielkie powody, co ja mówię! –  trzy ogromne, monstrualne i spaśne jak ciężarna słonica powody, o których nie omieszkam napisać niżej. Znacie mnie dobrze i wiecie, że kiedy się z czegoś cieszę to pieję jak stara kura. No więc kukuryku:

Oh, I feel that I need to pour my emotions out – it’s been really a long time since I was so excited with a doll for the last time (Ok, ok, two weeks to be precise, but it still counts!). It doesn’t matter that my Liza dolls are truly awful (let’s be honest – they are crappy) because it’s not the way they look that matters. They were the toys that I wanted to have as a child, but I’ve never had, so I guess that I’m compensating their lack somehow after I’ve grown up. Does that make any sense?

Pierwsza przyczyna do świętowania jest taka, że lalki mają swoje oryginalne pudełka. Aby podkreślić doniosłość tej informacji, napiszę ją jeszcze raz i to jeszcze z podkreśleniem: lalki mają swoje oryginalne opakowania. Wiem, że to głupie i niegodne lalkowego zbieracza, ale aż gotuje się we mnie z radości, że nikt z „naszych” nie pokazał jeszcze zapudełkowanej Lizy. Jestem pierwsza! Hell yeah!

My first reason to smile is that all my Lizas came in their original boxes. In order to stress the importance of this information I’ll write it once again: they all have their boxes! I know that it’s mean and childish to boast about it, but none of the fellow collectors have ever seen or written or taken pictures of a Liza’s box. I might be the very first one. Hell yeah! 

00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00


Drugą przyczyną radosnego pierdolca jest to, że na pudełku widnieje nazwa i adres producenta, tak więc Liza nie jest już dla mnie bezdomnym klonikiem. Mogę w końcu przypisać jej konkretne pochodzenie! To równie wspaniałe uczucie jak odnalezienie odległego przodka z początku drzewa genealogicznego.

The second reason to be happy is that I’ve finally learned the name and address of the manufacturer of these dolls. I believe that owing to the fact I might be able to reconstruct the history of Liza dolls somehow. Call me a dreamer but I really believe that one day I’ll find out everything about them!


00


Trzeci powód jest taki, że wśród lalek, które do mnie trafiły, są dziewczęta o włosach we wszystkich dostępnych kolorach. Jest więc blondynka, szatynka, ruda i popielatowłosa. Nie wiedziałam wcześniej, że istniały Lizy o innym kolorze włosów niż lodowy blond. A teraz już wiem! Czuję się jak Kolumb, który przed chwilą odkrył Amerykę.

The third reason of joy is that my Lizas represent different hair colours. A blonde one, a redhead, an auburn-haired one as well as a dark blonde and a brown haired one – I have them all! Untill this day, I was unaware of the fact that there was such a wide variety of hair colours among these dolls and I literally feel like Christopher Columbus who’s just set his foot in America.

00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00
00

To, że wszystkie te lalki są po prostu paskudne, zupełnie mnie nie rusza. Niech sobie takie będą! Co mi tam! I tak się nimi cieszę jak ostatni głupek. Bo ważne jest to, że mogłam własną ręką dotknąć lalkowej legendy.

I know that they are ugly, but I simply don’t care about it. Let them be the ugliest dolls in the world, and I would still love them. I’ve sold hundreds of beautiful dolls to other collectors, but Lizas I will keep. They are legendary, and I love myths, so our ways are unlikely to part. 

Link do oferty sprzedawcy: 
olx.pl/oferta/barbie-lalki-nowe-CID88-ID9N7ST.html#1bd2c7b07e 

00


00
00
00

00

niedziela, 12 maja 2019

Czarna, szczupła, urodziwa

Lubię ciemnoskóre lalki, szczególnie jeśli są obdarzone niebanalną urodą. Dlatego z założenia powinnam rozpłynąć się nad dzisiejszą bohaterką, bo ma wszystkie wymagane cechy, a ponadto jest wysoka, szczupła i ma piękny biust.

Wszystkie te składniki komponują się na lalkę, która zamieszkała u mnie kilka lat temu, ale aż do dziś nie zdobyła ani mojego uznania ani serca. Na przekór niezaprzeczalnej urodzie działa na mnie odstręczająco, przez co nigdy nie doznała rozkoszy wystawienia na stojaku w witrynie. Od momentu zakupu leżała sobie w pudle z lalkami "gorszego sortu", skąd została uwolniona tylko raz (na potrzeby dzisiejszej notki), po czym na powrót trafiła pod klucz.


Moja Adele Makeda jest jednym ze starszych i drapieżniejszych wypustów od Integrity Toys. Można powiedzieć, że to lalka-żyleta, bo wszystko, poczynając od makijażu, a kończąc na budowie ciała, pełne jest ostrych kantów i kontrastowych powierzchni (wielki biust w połączeniu z talią osy, wielkie nosisko wyrastające na środku drobnej główki i brwi, które swoją krzywizną zawstydzają wierzchołki Tatr).



Kiedy byłam małą dziewczynką tak właśnie przedstawiały się moje wyobrażenia o kanonach urody. Z czasem przesadna drapieżność zaczęła mi przeszkadzać, ze względu na to, że wszystko, co odbiega od złotego środka podnieca niepotrzebnie ludzką ciekawość. W swoim wyglądzie dopuszczam wyłącznie szaleństwo na paznokciach, gdzie często nakładam kolory, powszechnie uznawane za tandetne. To taka moja wstydliwa słabostka ;)



Twarz Adele wywołuje we mnie bardzo silne skojarzenie z Naomi Campbell. Nie mam pewności, czy lalki od Integrity Toys są wzorowane na żywych modelkach, ale podejrzewam, że w przypadku tej konkretnej nie obeszło się bez fascynacji oryginałem. W końcu tak charakterystyczne rysy twarzy nie wzięły się ot tak, z powietrza.




Sukienka, którą prezentuje Adele na zdjęciach, nie jest jej oryginalnym strojem. W założeniu miała trafić do jakiejś Barbie, ale po dziś dzień nie udało mi się znaleźć dla niej godnej matellowskiej nosicielki. Adele już raczej nikomu jej nie odda. Wciąganie tej sukienki na jej oporne ciało było dużym wyzwaniem i nie przypuszczam, żebym chciała męczyć się na powrót z jej ściganiem. Poza tym tłumaczę sobie, że ciemny brąz bardzo lubi się ze złotem, więc nie ma potrzeby dokonywania zmian.



Kiedy patrzę w oczy Adele, to widzę w nich wyraźny wyrzut, że nigdy nie uczyniłam jej perłą kolekcji. Dawniej myślałam, że uczucia, które w stosunku do niej żywię, jeszcze mi się odmienią i nawet jeśli jej jej nie polubię, to chociaż zachłysnę się jej urodą. Ale gdzie tam! Jak była mi obojętna tak obojętna została. Korzystając z porównania gastronomicznego napiszę, że Adele jest niczym dziwny gatunek czekolady, który fascynuje swoją odmiennością, ale po jednym spróbowaniu nie rzucasz się łapczywie na to, co zostało niezjedzone (bo twój język i kubki smakowe literalnie zgłupiały i nie wiedzą, jak się zachować).




W ramach zadośćuczynienia za doznane krzywdy mogę zaproponować Adele jedynie przeprowadzkę do innego domu, gdzie znajdzie nowego miłośnika, obrońcę i władcę. Także jeśli macie ochotę ją przejąć, to śmiało do mnie piszcie. Dopuszczam także możliwość wymiany. Chodzi po prostu o to, by pozbyć się panny Makeda z domu.