niedziela, 11 sierpnia 2019

Panienki z Afryki

Zbigniew Wodecki w jednym ze swoich songów żarliwie przekonywał, że choć dzika Afryka już dawno została odkryta, to mamy tuż pod swoim nosem, w nadmorskich Chałupach, własną ziemię obiecaną, rozbuchaną namiętnościami i powabami nagich ciał.

Choć nigdy nie byłam w tej miejscowości, tak ładnie grającej rolę zastępczej Afryki, to i do mnie zawitała mała cząstka czarnego lądu. Stało się to za sprawą dwóch ciemnoskórych lalek z serii "Queens of Africa".



* * *



Laleczka o ciemniejszej karnacji nosi imię Azeezah, a jej koleżanka to Nneka. Jak wynika z informacji na pudełkach, obie laleczki reprezentują różne afrykańskie plemiona; Azeezah pochodzi z
ludu Hausa, a Nneka ze szczepu Igbo.



* * *



Choć na pierwszy rzut oka lalki przypominają Barbie, to nie są klonami najpopularniejszej zabawki świata. Obie zostały obdarzone oryginalnym headmoldem, którego charakterystyczną cechą jest wydajny i spłaszczony nos oraz cofnięte czoło, szczególnie widoczne, kiedy na lalki patrzymy z boku lub z półprofilu. Dziewczęta są też niższe od Barbie - różnica wzrostu to pół głowy.


Ich twórca, Taofick Okoya, twierdzi, że lalki powstały aby zmienić kanony urody, wpajane afrykańskim dzieciom za pośrednictwem zabawek, wytwarzanych przez wielkie, światowe firmy, takie jak Mattel. To bardzo ładne hasło, ale mam wrażenie, że jesteśmy za duzi, żeby się na nie nabrać. Kiedy można wyprzeć z rynku jakiś produkt (Barbie), zastępując go produktem lokalnym, to może chodzić tylko o pieniądze. Niemniej jednak miło jest, że przedsiębiorczość czarnoskórego biznesmena przyczyniła się do powstania nowego typu lalek.

 

Jeśli chodzi o oznaczenia na ciałach "królowych", to jest ich niedużo. Na plecach widnieje mało mówiący numer serii - BO i rok wydania - 2013, a na pupie odkryjemy wmoldowane majtki wytłaczane w napis "Abbie". Głowa pozbawiona jest oznaczeń.


* * * 


Nneka i Azeezah bez wątpienia pretendują do miana współczesnych elegantek. Ich stroje i fryzury znamionują wielkomiejski szyk i nie wywołują żadnych skojarzeń z tradycyjnymi strojami, które spodziewalibyśmy się zobaczyć na afrykańskich lalkach.

Skąd ta niechęć do tradycji? Otóż nie jest to wstręt do własnych korzeni, a strategia podpatrzona u producentów innych lalek. W ramach "Queens of Africa" wyszło już kilka serii ciemnoskórych ślicznotek. Pierwsza seria, która silnie promowała plemienne stroje z poszczególnych regionów Afryki, wcale do Polski nie dotarła. W ilościach szczątkowych dojechała do nas dopiero seria numer dwa, sprowadzona przez panią, która wiele lat mieszkała na czarnym lądzie i wracając do kraju zabrała ze sobą kilkadziesiąt egzemplarzy tamtejszych lalek. Przez jakiś czas sprzedawała je za niewielkie pieniądze za pośrednictwem serwisu OLX, skąd do mnie trafiły.

Szczerze przyznam, że wolałabym lalki z pierwszej serii, ale skoro nie było ich skąd wziąć to ukontentowałam się tym, co było dostępne. Pewien smak tego, jak mogłyby wyglądać Nneka i Azeezah, przybrane w tradycyjne ubiory, dają grafiki na pudełkach, przedstawiające je w regionalnych ozdobach i z plemiennymi malunkami na twarzach.


* * *



Moje dziewuszki, pochodzące z serii numer dwa, gdzie postawiono na unowocześniony "look", depczą po ziemi w modnych szpileczkach, a jako dodatku używają małego, białego pieska. Skąd pomysł, by przydać im tak zabawnego towarzysza - pojęcia nie mam! :D


* * *


Jakościowo lalki są bardzo fajne, szczególnie ich włosy - mięciutkie i gęsto wszyte. O żadnym klejoglucie i mowy nie ma. Dodając do tego fakt, że były tanie jak barszcz (20 zł za zapudełkowaną lalkę), to można śmiało uznać, że ich zakup to był deal roku 2018 :)


* * *


* * *


* * *

6 komentarzy:

  1. Lalki są piękne i niezwykle ciekawe. Żałuję, że nie zaglądałam na OLX od tak dawna, z przyjemnością zaprosiłabym do siebie chociaż jedną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze kojarzę sprzedawczyni nadal je ma i bardzo zeszła z ceny - sprzedaje je za 20 zł. Warto!

      Usuń
  2. Śliczne dziewczyny, a szczególnie ujęła mnie ta o jaśniejszej karnacji.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obie piękne. I bardzo ciekawe. Stroje może nowoczesne, ale przynajmniej kolorystyka przywodzi na myśl afrykańskie zamiłowanie do kolorów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślę, ze producent nie do końca zrezygnował z nawiązań do tradycji i przemycił ją we wzorzystych materiałach ubranek.

      Usuń