sobota, 19 października 2019

O ostrym bzykaniu i zadzieraniu kiecki w nieodpowiednich momentach - WPIS ODZYSKANY


Za każdym razem, kiedy słyszę gdzieś melodię popularnej piosenki „Mam tę moc”, biorą mnie niekontrolowane drgawki, jeszcze silniejsze niż w przypadku „Last Christmas” Georga Michaela. Niewinny utwór z filmu „Frozen” działa na mnie wybitnie drażniąco – nie jestem w stanie znieść go dłużej niż kilkanaście sekund. Samego filmu też nie dałam rady obejrzeć i wyszłam z kina po mniej-więcej pół godziny. Dobrze, że za sprawą jednej z facebookowych rozdawajek bilety były za darmo!

Kiedy w sklepach zaczął się wysyp lalek wzorowanych na bohaterkach „Frozen” z początku badawczo im się przyglądałam, zastanawiając się nad zakupem jakiejś ładnej Elzy. Oczywiście zanim się porządnie namyśliłam najurodziwsze egzemplarze były dawno wykupione, a po sklepach rozpanoszyły się Elzy od Hasbro, które z urody były zupełnie podobne do rozjechanej żaby. Moje chęci zakupowe uwiędły i wyschły na wiór, więc odpuściłam sobie wszelkie zakusy i zapomniałam, że kiedyś męczyły mnie podobne ciągoty.

Kiedy już w sercu zapanowała słodka obojętność, na dwóch aukcjach internetowych objawiły się Elzy, które teoretycznie mogłabym do siebie zaprosić, choć nie czułam ku nim poprzedniej mięty. Mimo wszystko zadecydowałam o udziale w jednej z licytacji, zakładając, że prawdopodobnie i tak mnie ktoś mnie przebije. Oczywiście istniała szansa, że aukcją nie zainteresuje się pies z kulawą nogą i lalka trafi do mnie za śmieszną cenę, ale jako pesymista, zawsze wypatrujący za horyzontem burzowej chmury, nie bardzo w tę opcję wierzyłam.

A jednak po raz kolejny muszę zakrzyknąć „A jednak!” Elzie pisane było zostać moją kolejną domowniczką. Koniec końców, wcale tego nie żałuję, bo przeżywam ostatnio fascynację 16-calowymi lalkami od Disney Store. Nie wszystkie chętnie widziałabym u siebie, ale dla jakichś dwóch-trzech chyba znalazłabym miejsce. Jeśli portfel będzie kiedyś łaskaw odpowiednio spuchnąć, to pokuszę się o ściągnięcie królewny Śnieżki i, być może, dużej Gertrudy?


1

Póki co Elza jest jedyną lalką w skali 1-16, którą mam u siebie. Do Tonnerek, podobnych jej wzrostem, kompletnie nie mam serca, a BJD wolę w większym wymiarze. To oznacza, że Elza jest trochę samotna, bo nie pasuje ani do lalek barbiopodobnych ani do żywicowych olbrzymów. Znaczy – narzeczonego sobie Elza wśród moich lalków nie znajdzie!

Jej uroda nie pozostaje, mimo to, niezauważona. Co gorsza, ściągnęła już stado adoratorów i to całkiem spore, co o mały włos nie skończyło się dla mnie boleśnie. Amanci Elzy byli przybrani w czarno-żółte stroje, wydawali dźwięki jak kołujące Messerschmitty i mieli wygląd srogich rozbójników. Elza okazała się świetnym wabikiem na szerszenie.

Szerszonki to owady, których bardzo się boję i unikam jak mogę, jednak podczas ostatniej ogródkowej sesji fotograficznej ich obecność zauważyłam dopiero wtedy, kiedy jeden nieziemsko spasiony egzemplarz przeleciał mi tuż nad uchem. Dwaj jego koledzy krążyli leniwie w pobliżu, a w koronie pobliskiego drzewa uwijały się kolejne sztuki. Kiedy do mojego mózgu dotarło, w jakim towarzystwie się obracam, skoczyłam na równe nogi, zadarłam kieckę prawie po pas (była dość szeroka i podczas ucieczki plątałaby się miedzy nogami) i łamiąc wszelkie zasady rozsądnego zachowania pognałam z wrzaskiem do domu, wymachując na wszystkie strony łapami. Lalka została na trawniku, nieświadoma grozy sytuacji, a bzyczące towarzystwo z ciekawością robiło wokół niej kółka w powietrzu. Tu powinnam wspomnieć, że dwaj pasiaści wojownicy poczuli się w obowiązku eskortować mnie do drzwi domu, ale na szczęście żaden z nich nie wpadł na pomysł składania wizyty ani nie próbował wtykać mi żądła, gdzie nie trzeba.

Odważyłam się wyjść po Elzę późnym wieczorem, kiedy szerszenie odleciały już do swojego gniazda i w powietrzu nic złowieszczo nie bzyczało. Dopiero podczas ostrożnego skradania się w pobliże porzuconej samotnie lalki  przypomniało mi się, że w przypadku spotkania z prążkowanymi indywiduami powinno się zachować spokój i nie wykonywać gwałtownych ruchów, żeby nie sprowokować ich do ataku.

1

* * *

1

* * *

1

* * *

1

* * *

1

* * *
 1

* * *

1

6 komentarzy:

  1. Na dźwięk buczenia szerszenia dostaję stanu przedzawałowego... także rozumiem Cię doskonale. Doskonale.

    Też mam u siebie tą wersję Elsy i uważam, że jest najbardziej udana ze wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szerszenie to posłańce szatana. Sama ich nie lubię
    A co do Elsy to gratuluję. Widziałam kiedyś w SH Annę do kompletu, ale jej nie przygarnęłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam ja za księżniczkami, mimo mojej słabości do balowych kiecek. Jedna Elza mieszka w komodzie mojej córci, ale jakoś mojego serducha nie podbiła. Pelerynkę ma taką sztywną od brokatu, fe - drapie to jak papier ścierny. Twoja jest natomiast wyjątkowo piękna, oczy jej się tak ślicznie śmieją nad uroczo rozsypanymi piegami. To zdecydowanie najładniejsza Elza jaką kiedykolwiek widziałam, a widuję je ciągle.

    OdpowiedzUsuń
  4. i ja pałam niekontrolowanym i niepohamowanym
    uczuciem do dużych disneyek - póki co - szóstka
    w witrynie się rozpycha - a już kolejna parka
    przebiera nóżkami, by jak najszybciej trafić do
    Szydełkowa - ale jako, że nie mają magicznych
    mocy żadnych - nie potrafią wyczarować szkatułki
    ze złotymi monetami, za które opłaciłabym szybciej
    przyjazd innych pannic o błękitnej krwi :/

    PRZEPIĘKNE foty uskuteczniłaś swej królewnie!!!!!!

    OdpowiedzUsuń